patchworkowa rodzina,  posklejana miłość,  posklejana rodzina,  przeszłość,  trudna przeszłość,  zrekonstruowani

” Spotkania z trudną przeszłością”

Czym jest przeszłość?

Przeszłość to ogrom wydarzeń które miały już miejsce i na które obecnie nie mamy wpływu. Gdybym natomiast miała wpływ na przeszłość, teraz, dzisiaj tak jak stoję … nic bym nie zmieniła. Chciałabym być mądrzejsza życiowo, owszem, ale nie odebrałabym sobie tej przyjemności jaką jest dla mnie wychowywanie córek.

Pisanie jak i mówienie o przeszłości bywa trudne, często dławiące niegdyś uczucia powracają na nowo i zaczynają żyć w poukładanej teraźniejszości … no i po co? W moim przypadku jest podwójnie trudno. Zawsze byłam raczej skryta, zamknięta na swoje potrzeby i przyzwyczaiłam  się ” czarować” rzeczywistość. Nawet wtedy kiedy było bardzo źle, kiedy zgubiłam siebie … kłamałam ” jak to jest cudownie”. Na wszystko co mnie przygniatało, powoli niszczyło znajdywałam milion usprawiedliwień. Bałam się otworzyć oczy i dostrzec to co widzieli tylko nieliczni.

Zawsze robiłam to czego ode mnie oczekiwano, co wypada, jak to wygląda z zewnątrz dla osób postronnych, co inni powiedzą itp. Próbowałam zadowalać innych nie myśląc o sobie. Przybierałam pokerową twarz i udawałam, że jestem szczęśliwa.

Przeszłość to nie tylko złe momenty. Gdyby nie przeszłość to nie spotkałabym swojej pierwszej miłości, bo nie da się zaprzeczyć kochałam swojego byłego męża i dzięki tej miłości mamy dwie najcudowniejsze dla siebie istotki. Byliśmy małżeństwem przez 8 lat, lecz gdzieś tam po drodze straciliśmy, ze sobą kontakt i niestety nie udało się tego wszystkiego poukładać. Niektórzy mogliby mi zarzucić, że się nie starałam , ale tak naprawdę nie wiedzą ile pracy każdego dnia wkładałam w to aby wszystko było tak jak kiedyś. Tylko czy mogłoby być tak jak kiedyś? Mogłoby być, gdybyśmy oboje zamiast słów i obietnic zaczęli działać.

Trudno było podjąć decyzję o rozstaniu. O zakończeniu czegoś, co miało się nigdy nie zakończyć.

Nie wierzyłam w siebie w to, że jestem na tyle odważna oraz w to, że sobie sama poradzę … sama z dwójką dorastających dzieci.

Nie dajcie sobie wmówić, że nie dacie rady- dacie radę tylko trzeba w to uwierzyć.

Co mi pomogło!?

Hmm …

Pierwszym bodźcem był rozwód mojej siostry. Ta cała sytuacja pokazała mi, że są inne wyjścia których można się chwycić i dzięki którym można pomyśleć o sobie. Dzięki temu, że byłam z nią podczas tego wszystkiego i widziałam ile problemów napotyka po drodze, a jednocześnie ma w sobie tyle siły i pozytywnej energii.  To dzięki Jej energii zdobyłam się na odwagę, aby zmienić coś w swoim życiu. Poszukać szczęścia.

Bo my mamusie, zawsze w pierwszej kolejności myślimy o swoich dzieciach, potem o innych a na samym końcu o sobie. Nie chodzi mi o to aby zostać egoistą i myśleć tylko o sobie, ale o to aby pomyśleć troszkę o tym czego „MY” chcemy, aby móc sobie spojrzeć w oczy. Abyśmy nie żałowali za kilka lat tego, że nie zrobiłyśmy wszystkiego aby dać sobie „poczucia szczęścia”. Pamiętaj! Życie mamy tylko jedno i każdego dnia powinniśmy odczuwać satysfakcję z tego jak nim zarządzamy. Oczywiście, że po drodze zdarzą się błędy, ale to wspaniale. To błędy, pomyłki i niepowodzenia nas kształtują i jeżeli mądrze je rozwiążemy to mamy ważną naukę na przyszłość.

Drugim bodźcem było poznanie mojego Pana Skomplikowanego. To on sprawił, że poczułam się na tyle silna i odważna aby zacząć myśleć o sobie. Po powiedzeniu przysłowiowego „A” powiedzieć „B” . Dzięki jego wsparciu, miałam siłę przebrnąć przez to wszystko. Sadzę, że sama tez bym dała radę, ale zajęło by mi to więcej czasu. Pan S. nauczył mnie mówić o tym czego się boję, co myślę i czego oczekuje. Nauczyłam się też słuchać tego co mówią inni, ale również „słuchać” tego czego nie mówią.

Wielkie BOOM!!

Nie oszukujmy się! Decyzja o rozstaniu nie jest spontaniczną zachcianką, wymyśloną w jeden dzień. To są poszczególne sytuację i problemy nawarstwiające się przez lata i kiedyś musi nastąpić wielkie BOOM …

Tak było w moim przypadku … Wszystko się nagromadziło do takiego momentu w którym nie było już więcej miejsca. Ja też nie jestem bez winy! Patrząc na to wszystko po czasie – to zawiniliśmy oboje. Straciliśmy kontakt gdzieś po drodze, nie myśląc w ogóle o drugiej osobie. Dlatego postanowiliśmy się rozwieść. Fakt, była to moja inicjatywa i bywało ciężko, czasami nawet bardzo, ale dałam radę.

Oboje wychowujemy nasze dzieci w taki sposób, aby nie winiły nas jak i siebie za rozpad rodziny. Nie obyło się bez wizyt u psychologa ze starszą córką, która jest na tyle duża, że potrzebowała zrozumieć co tak naprawdę się dzieje. A przyznam szczerze nic tak nie pomoże jak szczera rozmowa dziecka z innym dorosłym, który wie jak to zrobić. Ja jako matka też skorzystałam z takiej pomocy, bo chciałam dowiedzieć się jak rozmawiać z dzieckiem i jak mu pomóc gdy będzie miało gorszy dzień.

Jesteśmy dorośli i myślimy, że dzieci nie rozumieją naszych zmartwień, że są jeszcze z dala od problemów naszego dorosłego świata. Nic bardziej mylnego problemy rozumieją w dwojaki sposób i trzeba im to tłumaczyć, aby nie obwiniały siebie za całe te niepowodzenia. To w dzieciństwie kształtuje się ich pewność siebie, wiara w swoje możliwości, chęć walki o swoje szczęście oraz zrozumienie świata i tym czym się kieruje.

Czy żałuję!?

Tak! Żałuję tego, że nam się nie udało. Ale też nie żałuje tego, gdzie jestem w obecnej chwili. Rozwijam się i uczę na nowo być tym kim chcę być. Ta cała lekcja wiele mi pokazała i tyle samo mnie nauczyła. Wiem na kogo mogę liczyć, na kim się oprzeć oraz uczę się myślenia o własnych potrzebach oraz mówieniu o nich. Obudziłam się jak ten motylek co go spotkałam ostatnio między kawałkami drewna.

Nie pozwólcie innym decydować o Waszym szczęściu. 

Wy same dobrze powinniście wiedzieć czego tak naprawdę chcecie, o czym marzycie, do czego dążycie. Powinniśmy otaczać się tylko ludźmi którzy są nietoksyczni i takimi którzy wesprą w każdej sytuacji.

 

Moja Kochana. Dziękuję, że jesteś i wspierasz mnie w tym co robię.

 

 

4 komentarze

  • HateKate

    Bardzo mądre i odważne słowa! Podziwiam Cie, że dałaś radę i wciąż dajesz! Masz w sobie naprawdę ogromne pokłady siły. I walczysz o dobro dzieci. A to przecież najważniejsze. Rodzina zawsze będziecie, może trochę „posklejana” ale mimo wszystko. Życzę Ci wszystkiego dobrego.

    • Pani Skomplikowana

      Dziękuję za miłe słowa. Każda z nas ma tyle siły, ale nie każda od razu ma tyle odwagi. Czasami potrzebny jest czas, a czasami bodźce dzięki którym odważymy się na taki krok. Tobie również życzę wszystkiego dobrego. Pozdrawiamy i ściskamy _posklejaniMy 🙂

  • M.

    Gratuluję Ci tej odwagi!
    Nieliczne kobiety decydują się na ten krok w imię własnego szczęścia, a co za tym idzie szczęścia swoich dzieci. Podobno nie ma szczęśliwego domu bez szczęśliwej matki. Pokazujesz, że to prawda. Sądzę, że swoją historią udowodnisz innym kobietom, że jest inne wyjście niż „czarowanie rzeczywistości”.
    Powodzenia!
    Będę czytać każdy kolejny wpis 😉

    • Pani Skomplikowana

      Dziękuje, za miłe słowa, to one będą mnie jeszcze bardziej mobilizować do tego aby pokazać kobietom, że powinniśmy wspierać się wzajemnie i dążyć do tego aby każda z nas miała to „poczucie szczęści” patrząc w lustro.
      Pozdrawiam i ściskam 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *